„Prośba alkoholika”
Gdy na świat powołany zostałem przez Boga
troszczyła się o mnie matka moja,
aby żadna trwoga, żadna zła rzecz
młodego życia nie zmieniała i moje dzieciństwo
w raj przemieniła.
Lata całe trwała ta rajska sielanka,
lecz kiedy wysłany z matczynego posłanka
w wir dorosłego życia zostałem rzucony
rychło alkoholem byłem odurzony.
A jest to diabeł okrutny o strasznych zamiarach
by ludzkość niemal całą pogrążyć w oparach.
Zniewolić i spętać w okowy okrutne,
Aby życie stało się płaczące, niegodne i bałamutne.
Wylewa się morze podłych czynów i złości,
zabija w pijących ostatni cień miłości.
Płynie przez kraj nasz wódki przeogromna rzeka,
na nic szukać u pijących choć cienia człowieka.
Choć słowa te ostre jak sierp do rzęcia,
w pijących miast człowieka widzisz złego zwierzęcia.
Ile łez wylanych, ile najbliższych bólu,
Ile jeszcze trwogi przeżyjesz matulu.
Kiedy syn twój kochany zamiast dbać żonę i dzieci,
dzień za dniem w fałszywym towarzystwie
przy kieliszku siedzi.
I nie masz ci na tego diabła żadnej miary.
Wykształconych i prostych, starszych i młodszych,
zabijają wódki opary.
Stała się to nasza narodowa wada,
Którą każda nacja na świecie nam wypowiada.
Lecz powstaje teraz dręczące mnie pytanie,
czy tak już na zawsze w mym kraju zostanie.
Czy po to matka pieściła moje młode życie,
bym je utopił w wódce zamiast żyć w rozkwicie.
Bożej łaski proszę nie pozwól o Panie,
abym odurzony wódką rozpoczął konanie.
I życie które mi dałeś z twojej Bożej łaski
zmienił na złudne picie wódki blaski.
Wiele siły potrzeba oraz ducha mocy
abym w ciemnej sile alkoholu nocy
nadziei dostrzec światło i do niego dążyć
by się już nigdy i na zawsze w alkoholu nie pogrążyć.
Nie jest to łatwa droga dojścia do trzeźwości,
Wiele trzeba wyrzeczeń, nadziei, miłości.
Wiem, że wiele chwil trudnych przeżywał ja będę,
lecz w sercu mym tkwi nadzieja, ze trzeźwość zdobędę.
O pomoc dziś zwracam się prosto do Boga.
Aby powrotu do człowieczeństwa wyboista droga,
nie była li tylko uciążliwym traktem
le nadziei światłem i stała się faktem.
Lecz nim ja o Panie zacznę o to prosić,
pragnę Cię przedtem za wszystko przeprosić.
Za łzy matki i żony, za to że miast z wiekiem
być coraz bliżej Ciebie, nie byłem człowiekiem.
Kogóż ja mam prosić, kto mi pomóc zdoła,
czy znajdę bratnią duszę gdzieś tu dookoła.
Wierzę, że znajdę takich samych ludzi
bo wiele serc ludzkich do trzeźwości budzi.
Lecz w tym jest potrzebna twoja łaska Boże,
ona jedna na pewno nam w tym celu pomoże.
Ja mój Panie nie jęczę, nie narzekam, nie stękam.
Tylko w bólu pijaństwa moje serce pęka.
Wybacz proszę mój stwórco, żeś ty osoba tak wielka i godna
a słowa prośby do Ciebie pisze ręka ta niegodna.
Lecz ty Panie mą duszę, wiesz że do życia się budzi,
Wiesz, że moje serce pragnie wrócić do ludzi.
Proszę wszystkich polaków chodźmy wszyscy jednym pochodem
wyrzućmy hektolitry wódki, stańmy się normalnym, trzeźwym narodem.
Być może słowa, które piszę zżółkną na kartach tego papieru,
choć w sercu pragnąłbym szczerze by je przeczytało wielu
Ryszard Kowol